Historia:Był mroźny poranek. Mgła leniwie rozciągała się po całym lesie. Pierwsze ptaki wstały już by swym świergotem oznajmić światu żal po duszach straconych. Żal po zabitych wojownikach i bohaterach. Ale także żal po złoczyńcach co do końca ślepo wierzyli i ufali swemu hersztowi.
Kilka godzin wcześniej...
- Cicho, oni gdzieś tu są. - Młody elf starał się uciszyć swych kompanów. Co prawda większość i tak zachowywała się nadmiar bezszelestnie, lecz stary krasnolud co rusz pobrzękiwał swa zbroją i pierścieniami wplecionymi w brodę. "To nie był najlepszy pomysł brać karła na podchody". Czarna, niczym smoła, pantera ledwie widoczna w ciemnościach bezksiężycowej nocy przekazała bezgłośnie swe zdanie swemu najlepszemu przyjacielowi. "Może, ale jego topór z pewnością przyda się podczas utarczki". Żółtooki chłopak nie otwierając swych ust odpowiedział kotu. Czwórka łowców głów siedziała w krzakach i wpatrywała się w ciemności. Nagle ten najgłośniejszy, siwobrody krzat, o nie jednej zmarszczce na twarzy i niejednym szczerbie na ostrzu topora, uśmiechnął się radośnie ukazując szereg złotych zębów.
-Tam som! - krzyknął szeptem. - Dwadzieścia metrów na godzinie trzeciej. Jeden za krzaczorem kuca jakby w wychodku siedział, drugi tuż za nim tyłem do nas. - Zdał szczegółowo relacje dumny, że to on pierwszy dostrzegł nieprzyjaciół. Elf wraz z niziołkiem spojrzeli po sobie i bez słowa skinęli głowami. Mrugnięcie oka i już halflinga nie było widać. Mały skrytobójca do perfekcji przyswoił sobie umiejętność skradania i ukrywania. Elf natomiast przykucnął, napiął łuk i czekał. Jego ramię niczym stalowe trzymało cięciwę i nawet nie drgnęło. Taki to był łucznik. Kolejna chwila i jeden ze strażników począł charczeć z przycicha, a drugi chwycił się za strzałę wystającą mu z brzucha i z grymasem bólu osunął się na ziemię. Łowcy ruszyli.
Wszystko potoczyło by się dobrze gdyby nie zbroja krasnoluda. Ta nie wiedzieć czemu skrzypiała głośno jakby w proteście na niewyprane gacie brodacza. ZGRZYT, ZGRZYT.
- Kto zacz?! - Usłyszeć się dało krzyk jednego z podochodzonych mężczyzn. - Albercik?
- Nie, korwa! Twa zasrana mać! - Krzyknął krasnal i wznosząc topór do góry zaszarżował naprzód.
- Czekaj! Nie tak prędko! - Ciemnowłosy fechmistrz spróbował go zatrzymać lecz nie dane mu to było. Krasnal w gorącej wodzie kąpany. Nie widząc innego wyjścia wyciągnął swe dwa bliźniacze ostrza i pobiegł mu na pomoc.
- Pieprznięte napaleńce. Chwilę cholernego spokoju. Matka ich w szale rodzić musiała... - Przeklinał zazwyczaj opanowany długouch i przykucnął celując z łuku. Pierwszy łotr który wybiegł im na spotkanie otrzymał trzeci otwór do oddychania w płucach. Drugi ostatnim co słyszał był epicki okrzyk bojowy rodu Flammewarter "Duuuupczyć!" po czym oberwał obuchem topora po łbie. Następny nie zauważył w czas żółtych ślepi kocura świecących w ciemnościach. Lecz zbirów było więcej.
Mała grupa pacyfikująca wpadła w sam środek ukrytego w lesie obozowiska bandy Dymitra Czarnego. Półorka za którego głowę wyznaczono nie lichą sumkę. Sumkę wartą ryzyka.
Gdy strzały nie wystarczają trza sięgnąć po coś bardziej radykalnego. Miecz dwuręczny zaświergotał w chudych dłoniach tropiciela i z niewiarygodną finezją zatoczył kilka kółek w powietrzu nim zasmakował krwi. Czwórka wojowników: krasnolud co toporem i tarczą gromił lud dookoła, elf co wpierw łukiem kąsał by potem dwurakiem czerepy ścinać począł, pantera o kłach co drwa łamać mogą i suli co swą szybkością długouche przewyższa. Czwórka wojowników stojąc do siebie tyłem i odpierając liczne ciosy nie tak wyobrażała sobie tą potyczkę.
Wtem jakaś postać zagórowała na tłumem lichych zbirów. Dwumetrowy kolos, o skórze szarozielonej niczym papier do... taki w rolce, zaśmiał się gromko i dobył swych broni. Lecz nie atakował stał i przyglądał się zmaganiom naiwnych łowców. Stał... i czekał.
Młody fechmistrz o śniadej karnacji odbijając się potężnie nogami od ziemi i tnąc w powietrzu Czarną Różą przebił się przez rzednący już szereg otaczających ich banitów. Miał wielką nadzieję, że gdy zbiry zobaczą śmierć swego herszta zaprzestaną walki. W końcu więcej im płacą za żywych niż martwych...
Dymitr bez mrugnięcia oka przyjął pierwszy cios fechmistrza. Blok był tak mocny, że aż w ramieniu młodzieńca wibracje wzbudził. Ork tylko zaśmiał się po czym odskoczył krok do tyłu.
- Czerń ściera się z bielą - Rzekł rzucając aluzję do imion walczących. Nagle zaatakował. Jego atak był zbyt szybki, zbyt niespodziewany. Lewa ręka niczym żmija wystrzeliła do przodu. Ledwo paradę zdążył ustawić, a i tak zimno metalu drasnęło go w rękę. Przeszywający chłód przeszedł przez ciało chłopaka niczym sopel lodu. Wtem dostrzegł lekką, niebieską poświatę otaczającą ostrze. Nim zdążył się zdziwić druga ręka złoczyńcy zaatakowała. Ta natomiast będąc krwawoczerwona oświetlała noc.
- Co jest... - Nie dokończył gdy nagle jego ostrze Czerwonej Róży znalazło się w skrzypcach dwóch długich mieczy półorka. Nim jej bliźniaczka zdążyła zareagować Czerwona Róża roztrzaskała się w okruchach łamanego metalu. Łork prócz szybkości i siłą sporą dysponował. Zdziwienie fechmistrza nie znało granic, a i wysiłek nadludzki zrobić musiał by parować te wszystkie trudne ataki. A i tak większość raniła jego i tak już obolałe lewe ramię. Wtem go olśniło. Większość ataków leciała właśnie z lewej strony.
- Tyś cholerny mańkut! - Krzyknął ni to ze zdenerwowania, ni ze zdziwienia. Ork tylko bardziej się zaśmiał i znów zaatakował.
Lecz jego atak w pustkę trafił, gdyż miast człowieka czarny kot tam stał. Tym razem fechmistrzowi udało się zaskoczyć zielonego. Szybki atak pazurami rozorał mu prawą nogę. Czarny starał się znów zaatakował swym śmiertelnym wirem ostrzy lecz doświadczony już w taktyce orka Shiro nie dał się trafić. Nie spodobało się to orkowi tym bardziej, że kilka szybkich wypadów kota zraniło go w tors. "Ty się nie baw, bo my tu ciężko pracujemy!". Rzek zgryźliwie lear odskakując przed kolejnym ciosem. Tuż obok klęcząc już i prawicą swą podpierając się ziemi konał krasnolud, ostatkiem sił chroniąc się tarczą. Tuż za nim elf zmęczony już wywijaniem swym scyzorem opadał z sił. Sytuacja nie wydawała się najlepsza.
Lecz Dymitr widząc swe malejące szanse na wygranie z kotem podjął się szaleńczej próby ucieczki. Biedak myślał, że da radę uciec kocurowi. Mylił się.
Nim banda łotrów zobaczyła dezercję swego przywódcy i jego gwałtowną śmierć pod cielskiem czarnego kota, zdążyła zadać śmiertelne rany staremu karłowi i młodemu jeszcze elfowi. Obaj zginęli broniąc siebie nawzajem, obaj zginęli zadowoleni, że mogą umrzeć w tak zacnym towarzystwie. Potem, zaczęła się masowa ucieczka.
Nie wszystkim udało się zbiec. Część nieszczęśliwie wpadła do wioski, gdzie chłopi się nią zajęli, część umarła z krzykiem na ustach, ostatnie co widząc to dwie pary żółtych ślepiów. Jeden utonął w bajorze, a jego wrzasków nikt nie zdążył usłyszeć.
Młody fechmistrz pochował swych dwóch poległych towarzyszy nieopodal ich małej bitwy. Wbijając ich broń w ich groby by służyła im w zaświatach i przypominała przechodniom, że wojownicy, a nie zwykli chłopi tu leżą. Pozbierał okruchy swego miecza i z czułością schował je do plecaka, a następnie odciął głowę Dymitra Czarnego. Jego broń przywłaszczył sobie by sprzedać na targu, lecz gdy odbierał nagrodę za orka zmienił zdanie. W końcu potrzeba mu nowego ostrza, to czemu by nie zachować Dymitrowych? Róże zasłużyły już na odpoczynek.
Ostrze Poranka:
To długie ostrze otacza lekka poświata płomiennych języków. Ciepło ognia czuć z odległości jednej dłoni lecz nie parzy one właściciela. Rękojeść pokryta skórą z jaszczura zaś jelec i głownia są pozłacane. Broń w rękach wydaje się być lżejsza niż na to wygląda, a to za sprawą rozgrzanego powietrza ułatwiającego przecinanie powietrza. Właściciel może aktywować i dezaktywować moc broni.
Mechanicznie
+1k6 (takie opcjonalne mi się wydaje choć nie będę płakał jak kość się zwiększy) obrażeń od ognia
traktowane jako broń lekka (choć zadaje obrażenia niczym średnia)
Wymagana biegłość: Walka bronią ręczną małą
http://fc04.deviantart.net/images3/i/20 ... _sword.jpgOstrze Zmierzchu:
To długie ostrze otacza lekka poświata lodowych promieni. Chłód mrozu czuć z odległości jednej dłoni lecz nie mrozi on właściciela. Rękojeść pokryta skórą z jaszczura zaś jelec i głownia są pozłacane. Miecz lepiej pokonuje ciężkie zbroje niźli zwykłe ostrze. Właściciel może aktywować i dezaktywować moc broni.
Mechanicznie:
+1k6 (jak wyżej) obrażeń od mrozu
ignoruje 5 punktów ochrony z ciężkiego pancerza lub 2 punkty obrony ze średniego pancerza. Nie wpływa na zbroje nie metalowe.
Wymagana biegłość: Walka bronią jednoręczną
http://img267.imageshack.us/img267/2503/swordofice.jpg